Kupujący z Tarnowa, trzydziestoparoletni gość pracujący w logistyce, opowiadał mi w kwietniu, jak przed zakupem kompaktowego SUV-a rocznik 2019 z dwulitrowym dieslem wszedł na historiapojazdu.gov.pl i w ciągu może trzech minut zobaczył coś, czego jeszcze dwa lata temu by tam nie znalazł. Przebieg z ostatniego przeglądu technicznego, przebieg ze stacji diagnostycznej sprzed roku, datę pierwszej rejestracji, historię ubezpieczenia OC i informację, że auto miało trzech właścicieli, nie dwóch, jak twierdził sprzedający na portalu ogłoszeniowym. Rozbieżność w przebiegu między dwoma badaniami wynosiła jakieś 38 tys. km na niekorzyść. Cofka. Gość zrezygnował z zakupu i zaoszczędził może dwanaście, trzynaście tysięcy złotych, bo tyle mniej więcej traci statystyczny kupujący, który trafia na cofnięty licznik, a sprawdzenie nic go nie kosztowało.
Usługa Historia Pojazdu przekroczyła 10 milionów użyć, aplikację mObywatel, w której tę usługę można uruchomić jednym kliknięciem, ma już 12 milionów Polaków, a sama zakładka Moje Pojazdy zebrała 4,5 miliona aktywnych użytkowników. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski podawał te liczby w maju 2026 roku i mówił o półtora miliona logowań dziennie do całego systemu mObywatel. Rozmawiałem z diagnostą pod Radomiem, który pracuje na stacji kontroli pojazdów od dziewięciu lat, i pytałem go, czy widzi różnicę w tym, jak klienci przychodzą przygotowani. Powiedział mi, że jeszcze w 2022 roku może co dziesiąty kupujący przychodził z wydrukowaną historią pojazdu, a teraz co trzeci pokazuje mu ekran telefonu z raportem z mObywatela, zanim auto wjedzie na ścieżkę diagnostyczną. Ludzie zaczęli sprawdzać i zaczęli porównywać to, co widzą w ogłoszeniu, z tym, co jest w rejestrze, i on twierdzi, że kilku klientom w ciągu ostatniego roku wprost odradzał zakup po tym, jak razem patrzyli na rozbieżności w przebiegu wyświetlone na ekranie.
Żeby te dane w rejestrze były warte cokolwiek, sama baza musiała najpierw przejść operację, o której mało kto już pamięta. Dziesiątego czerwca 2024 roku z CEPiK wykreślono ponad siedem milionów pojazdów. Martwych dusz. Aut bez ważnego przeglądu technicznego i bez OC od ponad dziesięciu lat, często złomowanych, rozmontowanych albo stojących na podwórkach gdzieś pod Sochaczewem czy pod Biłgorajem. Przed czyszczeniem na papierze wychodziło 700 pojazdów na tysiąc mieszkańców, po nim około 500, i wskaźnik średniego wieku samochodu osobowego spadł z ponad 23 lat do 17,3 roku, co nadal jest dużo, ale przynajmniej odpowiada rzeczywistości, a nie fikcji złożonej z wraków i aut dawno wywiezionych za granicę bez zgłoszenia. Diagnosta spod Radomia mówił mi jeszcze, że od tego czyszczenia wyraźnie rzadziej dostaje zapytania o auta, które w systemie figurują jako zarejestrowane, a fizycznie nie istnieją. Baza zaczęła oddawać stan faktyczny, nie administracyjny, i dla diagnostów to jest różnica, bo nie muszą już tłumaczyć klientowi, dlaczego auto kupione na placu pod Kielcami figuruje w systemie jako złomowane w 2011 roku.

W 2024 roku stacje kontroli pojazdów przeprowadziły 22,16 miliona badań technicznych, każde z nich generuje wpis do CEPiK ze stanem licznika, zdjęciem drogomierza i zdjęciem bryły pojazdu z widoczną tablicą rejestracyjną. Pięć zdjęć na jedno badanie, obowiązkowo. Nikt o tym nie pisze, bo jest to proces nudny i powtarzalny. Te 22 miliony odczytów rocznie tworzą warstwę danych, dzięki której historiapojazdu.gov.pl ma co pokazać kupującemu z Tarnowa albo diagnoście pod Radomiem. Dane z raportów historii samochodu w carVertical wykazały 59021 pojazdów z rozbieżnością wskazań drogomierza wykrytą w 2025 roku, co stanowi spadek o prawie 10 procent w stosunku do 2024, kiedy takich przypadków naliczono 65552. Łączna suma cofniętych kilometrów w 2025 roku wyniosła 1560558873 km, średnio 22264 km na jedno auto. Spadek liczby wykrytych cofek można czytać tak, że manipulacji jest mniej, bo rejestrowanie przebiegu na stacjach diagnostycznych utrudnia proceder, albo tak, że kupujący szybciej odrzucają podejrzane oferty, zanim dojdzie do pełnej weryfikacji.
SAMAR doliczył się 948461 używanych samochodów zarejestrowanych z importu w 2025 roku, o 2 procent mniej niż rok wcześniej. Niemcy dalej dominują z 52 procent udziałem, co nikogo w branży nie dziwi, bo trasy z Nadrenii czy Bawarii pod Wrocław albo pod Poznań są krótkie i tanie. Import aut starszych niż dziesięć lat spadł o 12 procent, do 521303 sztuk, natomiast import aut elektrycznych wzrósł o 18 procent, choć z niskiej bazy, niespełna 6,5 tys. sztuk. Przy takim wolumenie importu danych w CEPiK przybywa szybko i każde sprowadzone auto, które przejdzie pierwszą rejestrację w Polsce, trafia do bazy z tym, co o nim wiadomo z dokumentów. Od stycznia 2027 roku dojdzie jeszcze system AVI, Actual Vehicle Information, podpięty do europejskiej bazy EUCARIS, który przy rejestracji pojazdu sprowadzonego z innego kraju UE automatycznie ściągnie historię z zagranicznych rejestrów. Rozmawiałem z urzędnikiem wydziału komunikacji pod Łodzią, który powiedział mi, że teraz weryfikacja takiego auta wymaga ręcznego sprawdzenia w kilku źródłach i trwa czasem pół godziny, a AVI ma to robić w kilka sekund.
Nowelizacja ustawy Prawo o ruchu drogowego, podpisana przez prezydenta w grudniu 2025, idzie jeszcze dalej. Od tego samego stycznia 2027 będzie można złożyć wniosek o rejestrację pojazdu przez internet albo przez mObywatela, nie trzeba będzie nosić tablic do urzędu, wystarczy oświadczenie, że są czytelne i nieuszkodzone. Cena przeglądu technicznego wzrosła z 98 do 149 złotych, pierwsza podwyżka od ponad dwudziestu lat, i diagności mówili mi, że te dodatkowe pieniądze powinny pozwolić stacjom inwestować w lepszy sprzęt, chociaż z grubsza połowa z nich wątpi, czy to wystarczy na modernizację. Stacji w Polsce jest 5429 i ta liczba od kilku lat powoli spada. Sądy skazały łącznie 236 osób za cofanie liczników do końca 2024 roku, przy czym w 2023 było 95 wyroków, a w 2024 już tylko 18. Diagności i dealerzy, z którymi rozmawiałem, nie komentowali tych wyroków specjalnie, mówili raczej o tym, że kupujący dostali narzędzia, żeby sami sprawdzić przebieg, zanim zapłacą, i że to okazało się skuteczniejsze od kar. Gość z Tarnowa nie złożył zawiadomienia na policję, po prostu nie kupił auta z cofką i poszedł dalej szukać, a sprzedający dalej stał z tym SUV-em, przynajmniej stał, kiedy ostatnio sprawdzałem ogłoszenie pod koniec kwietnia.
